2013/08/12

W końcu coś drgnęło w dół!

48,5 kg - radosna nowina :)

Cieszę się, że pobiłam swój rekord i możliwości własnego ciała. W końcu należy się cieszyć z małych rzeczy.

Martwię się tylko tym, że niedługo zbliża się dwutygodniowy rodzinny wyjazd. Skoro niższą wagę mogę osiągnąć tylko na głodówce i nic nie jedzeniu (bo tak wczoraj było) to jak sobie poradzę nad morzem? Nie mam problemu z silną wolą - ciasto może leżeć przede mną na talerzu, a ja i tak go nie skosztuję (przykładowo), ale to bardziej rodzina stanowi dla mnie problem.

Rodzice za bardzo węszą. Muszę się nieźle kryć i nagimnastykować, żeby nie zauważyli, że nie jem. Różne "tricki" już stosuję, ale będąc z nimi w hotelu, chodząc razem do restauracji... Naprawdę ciężko. Ale Ana mi pomoże. Będziemy się dużo ruszać. Będziemy jak najmniej jeść. Będziemy się starać.

Musi się udać :) 

1 komentarz:

  1. chcę cię poznać

    rozerwanapsychika.tumblr.com

    napisz do mnie

    OdpowiedzUsuń