Dzisiaj wyjątkowo niesprzyjające odchudzaniu okoliczności. Na rodzinnym stole przy okazji większego zgromadzenia znalazło się kilka ciast, a zamiast obiadu i kolacji - obfitujący we wszystko grill. Podsumowując przez cały dzień zjadłam same tłuste i obrzydliwe rzeczy - jak teraz o nich pomyślę, to autentycznie robi mi się niedobrze i przysięgam sobie, że nigdy więcej. Gdyby Ana mogła mówić na pewno nie byłaby zbyt zadowolona, że tak się poddałam, chcąc zjeść coś dobrego. I jutro na pewno zostanę solidnie za to ukarana na wadze... Tylko czekam na tę porażkę...
2013/07/31
Powrót z choroby do życia...
Niestety - dzisiaj czuję się już zupełnie normalnie i nic na to nie mogę poradzić. Waga: 49.6kg. Wiem, że wahania w obrębie 1kg są w pełni naturalne i związane z przybieraniem wody w ciele, więc nie przejmuję się tym za bardzo. Faktycznie - mogę przyznać, że w ostatnim czasie byłam bardzo odwodniona. Teraz głupi organizm sobie to odbija.
Zauważam zmiany w ciele. Kości biodrowe zaczęły porządnie wystawać, jak również obojczyki. Upragnione wcięcie w talii jest coraz wyraźniejsze, a miejsc do "uszczypnięcia" ubywa. Kocham ten stan, kiedy mogę obserwować jak to wszystko ewoluuje, jak powoli zmieniam się w motylka... Polecam to każdemu. Niepowtarzalne uczucie. Na pewno warte głodu, walki, starań, a czasem nawet łez bólu.
Zauważam zmiany w ciele. Kości biodrowe zaczęły porządnie wystawać, jak również obojczyki. Upragnione wcięcie w talii jest coraz wyraźniejsze, a miejsc do "uszczypnięcia" ubywa. Kocham ten stan, kiedy mogę obserwować jak to wszystko ewoluuje, jak powoli zmieniam się w motylka... Polecam to każdemu. Niepowtarzalne uczucie. Na pewno warte głodu, walki, starań, a czasem nawet łez bólu.
30lipca2013
49.5!
Kiedy czytam te wszystkie blogi dziewczyn, których marzeniem (tak jak i moim) jest zostać motylkiem z wymarzoną sylwetką i figurą, głównie widzę pasmo porażek i wagi ze wskazówką nie chcącą drgnąć w dół. To jest zastanawiające, dlaczego u mnie idzie to tak szybko i obawiam się, że zaraz po cudownym wyzdrowieniu z choroby i nabraniu wody w ciało waga wyląduje normalnie. Teraz mam wciąż gorączkę, dodatkowo naturalne przeczyszczanie, więc generalnie jestem odwodniona i z tego może wynikać spadek wagi.
Mimo to mam nieśmiałą nadzieję, że może to mój brak jedzenia przyczynia się do tego, co powinnam nazwać sukcesem :)
Tak jak na dzisiejszym obrazku - zamierzam walczyć, być silną i dokonać tego, co na pierwszy rzut oka wydaje się być niemożliwe. Ja wierzę w siebie i w Anę. Uda nam się.
Rekord pobity! - 29lipca2013
Ostatnia moja przygoda z odchudzaniem zakończyła się na wyniku 50 kg.
Dzisiaj uroczyście oznajmiam, że ta waga została pobita: na wyświetlaczu zobaczyłam 49.9!
Zdaję sobie sprawę, że to dzięki Anie, bo żadną inną “normalną" dietą nie dokonałabym tak spektakularnego sukcesu! Cieszę się też, że nie jestem z tym sama - jest Ana i są tysiące dziewczyn na całym świecie. Takich jak ja. Aż chcę próbować dalej, żyć i cieszyć się spadającą wagą i najlepszymi nogami, jakie świat widział!
28lipca2013
To zdjęcie przedstawia mnie… A raczej mój nadgarstek, czyli jedyną naprawdę szczupłą część mojego ciała. Od wewnątrz naznaczony białymi kreskami, które dla mnie są odzwierciedleniem cudownej przeszłości, a dla innych bliznami nie do zrozumienia.
Postanowiłam w pewien sposób upieczętować moją nową przyjaźń. Niewiele pracy kosztowało mnie wykonanie bransoletki w czerwonym kolorze, tak charakterystycznym dla wszystkich osób z tym samym stylem życia. Cieszę się, mogę powiedzieć nawet, że odczuwam radość, na myśl, że znalazłam coś, co jest w pełni moje i nikt mi nie może tego odebrać. Przynależę gdzieś i odnalazłam cel mojej egzystencji. Czuję się kimś i to uczucie polecam wszystkim ludziom takim jak ja.
Ostatnio na spotkaniu z psychoterapeutką (w sumie już drugie, odkąd rodzice dowiedzieli się o samookaleczeniach i odkąd rozpoczęłam przyjmowanie antydepresantów) padło pytanie, czy faktycznie chcę się wyleczyć. Teraz znam już odpowiedź. Nie. Chcę móc być z Aną, mieć możliwość bycia chudą i piękną, mieć nawet to wyjście zapoznania się bliżej z kuzynką Mią, czego na razie nie rozważam, móc zostać motylem, a życie zakończyć wtedy, kiedy będę miała na to ochotę. Tak mam nadzieję, że będzie.
Z jedzeniem troszkę przesadziłam, ale mam nadzieję, że nie odbije się to poważnie na mojej wadze, a dzięki dzisiejszemu zaprzysiężeniu starczy mi na pewno sił na walkę w kolejnych dniach.
28lipca2013
Optymistycznie oznajmiam: 50.2!
Choroba dla odchudzania to faktycznie cudowna rzecz. Polecam!
Myślę, że nie chcę mieć dwóch patyków zamiast nóg, ale na pewno zgrabniejsze niż teraz. Czasem nie mogę na siebie patrzeć w lustrze, stwierdzając, że jestem mało atrakcyjna, a czasem nawet gruba. Porównując mnie z innymi osobami na ulicy na pewno nikt by tak nie stwierdził, w końcu mam 15 lat, więc taka waga jest jak najbardziej w normie, ale nic nie poradzę na moje upodobania względem innego wyglądu.
Niestety - przyjaźń z Aną wiąże się z wieloma negatywnymi skutkami. Wypadają mi włosy, i to w dużej ilości. Ale mówi się trudno… Jak już schudnę i będę miała wymarzoną sylwetkę zacznę się tym martwić.
Przyjaciółka Ana. - 27lipca2013
(Pierwsze kilka postów będzie skopiowanych z mojego dawnego bloga na portalu tumblr. Nie podobał mi się tam brak możliwości dodawania komentarzy - chciałabym, aby każdy chętny mógł zaznaczyć swoją obecność tutaj, jak również moim marzeniem by było uzyskanie dodatkowych ludzi wspierjących moje zmagania z codziennym życiem)
Zaczynam pisanie tego bloga z bardzo prostych powodów - muszę nadać życiu cel i w pewien sposób go udokumentować. Bo kiedy odcięłam się od wszystkiego co miałam samotność i ból były tak silne, że dopiero w niej znalazłam oparcie i możliwość przeżycia. Teraz widzę, że to, co kiedyś pojmowałam za chorobę psychiczną jest w istocie czymś dużo lepszym i niepowtarzalnym. Cel, chęć osiągnięcia go, zwiększone pragnienie życia i doznania lepszego wyglądu i sylwetki, którą będę dzielić z Aną, to to, co trzyma mnie jeszcze na powierzchni.
Kiedy wszystko zaczęło się sypać, a rodzice dowiedzieli się o licznych samookaleczeniach (dla przyjemności, po prostu) musiałam wymyśleć coś nowego, abym (jako osoba autoagresywna) mogła jakoś zranić swoje ciało. I tak nagle narodził się pomysł walki ze zbyt grubymi udami, między którymi trudno dopatrzeć się upragnionej szpary. Ale łudzę się, że to już niedługo…
Niedawno wróciłam z obozu. Tam podjęłam pierwsze próby poradzenia sobie z wszechogarniającym tłuszczem, ale wrodzona łakomość podczas dwóch ostatnich dni i generalny brak wagi oraz dużego lustra sprawiły, że ciężko mi było kontrolować co i gdzie się odkłada. Po jako takiej głodówce wróciłam do domu ze starą wagą - 51.2 kg.
Wczoraj wieczorem Ana zesłała na mnie cud. Choroba! 39.5 stopni gorączki, zupełny brak apetytu i doskonała wymówka niejedzenia przed rodzicami. Może w końcu przełamię złą passę stałej wagi 51.2 kg. Już dzisiaj było dużo lepiej (rano) - 50.6!!! Musi się udać. Nie ma innego wyjścia.
A ten blog ma być dodatkową motywacją, aby moja przyjaźń z Aną na długo pozostała w ukryciu i jak najlepszej formie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)