2013/08/11

It is time to begin a war...

48.7 kg.

Teraz nie ma zlituj się - zaczynam walkę z najgłupszym wytworem tego świata, czyli organizmem. Wczoraj zjadłam bardzo mało i miałam wyczerpujący trening tenisa, a mimo to waga nie drgnęła. Czyli muszę się starać bardziej.

Oznacza to jedno. Zeszłam do wagi, która jest optymalna dla mojego ciała i dlatego będzie się ono broniło wszelkimi możliwymi sposobami, żeby więcej kilogramów nie ubyło, bo "wie" że zbliżamy się do granicy niedowagi. Mało mnie to obchodzi.

Wygram. Muszę wygrać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz