Cóż...
Wczoraj potężnie się zdziwiłam. Otóż na rodzinnego grilla Ana mnie opuściła. Nie było jej. Czułam się zupełnie normalnie i CHCIAŁAM jeść. To było straszne - nic mnie nie powstrzymywało, żadna wewnętrzna siła, z którą się utożsamiam. Nic.
No i dzisiaj o 0,3 kg więcej. Więc do 48 kg nadal dążę.
Jest mi głupio tu o tym pisać. Są to moje ogromne porażki, a do nich przecież nikt nie chce się przyznawać. Ale może dzięki temu moja motywacja wzrośnie.
Tak jak wcześniej walczyłam w obrębie 49 kg, tak teraz robię to samo przy 48.
Dam radę. Muszę.
Wczoraj potężnie się zdziwiłam. Otóż na rodzinnego grilla Ana mnie opuściła. Nie było jej. Czułam się zupełnie normalnie i CHCIAŁAM jeść. To było straszne - nic mnie nie powstrzymywało, żadna wewnętrzna siła, z którą się utożsamiam. Nic.
No i dzisiaj o 0,3 kg więcej. Więc do 48 kg nadal dążę.
Jest mi głupio tu o tym pisać. Są to moje ogromne porażki, a do nich przecież nikt nie chce się przyznawać. Ale może dzięki temu moja motywacja wzrośnie.
Tak jak wcześniej walczyłam w obrębie 49 kg, tak teraz robię to samo przy 48.
Dam radę. Muszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz