2013/08/15

Coraz bliżej...

48.3!

Jutro musi być 48 kg, po prostu musi. Zrobię wszystko, żeby tak było. Na razie jestem bliska spełnienia swojego celu.

Ostatnio wciąż jestem głodna. Wydaje mi się, jakby głód, po niezjedzonych w całości posiłkach, nakładał się na siebie i wciąż rósł. Coraz częściej żuję gumy - odkrywam ich zbawienne znaczenie. I polecam każdemu.

Wczoraj przypomniałam sobie fantastyczną rzecz, która umożliwi mi schudnięcie na wyjeździe nad morze (to już w sobotę). W tym hotelu są tylko dwa posiłki!!! Śniadanie i obiado-kolacja. Z tego co pamiętam, to są one o takich godzinach, że czasem zdarzało się, że wcale nie szliśmy rodzinnie na miasto, żeby coś zjeść w porze obiadowej. I całe szczęście. Przy takiej dawce ruchu, jaką sobie zaplanowałam jestem niemalże pewna, że nadal podtrzymam chudnięcie - nawet podczas wyjazdu. Może nie będzie ono w tak szybkim tempie, jak ostatnio (3dni - kilogram), bo mimo wszystko 1 raz na tydzień chcę sobie pozwolić na gofra z owocami. Na pociechę. Pewnie będzie to podczas jednego z napadów.

Nie miewam ich często, generalnie prawie w ogóle - kontroluję to, co jem i nawet narastający głód nie powoduje, że mam ochotę rzucić się na jedzenie. To jest bardzo pozytywne.

:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz