2013/07/31

Przyjaciółka Ana. - 27lipca2013

(Pierwsze kilka postów będzie skopiowanych z mojego dawnego bloga na portalu tumblr. Nie podobał mi się tam brak możliwości dodawania komentarzy - chciałabym, aby każdy chętny mógł zaznaczyć swoją obecność tutaj, jak również moim marzeniem by było uzyskanie dodatkowych ludzi wspierjących moje zmagania z codziennym życiem)

Zaczynam pisanie tego bloga z bardzo prostych powodów - muszę nadać życiu cel i w pewien sposób go udokumentować. Bo kiedy odcięłam się od wszystkiego co miałam samotność i ból były tak silne, że dopiero w niej znalazłam oparcie i możliwość przeżycia. Teraz widzę, że to, co kiedyś pojmowałam za chorobę psychiczną jest w istocie czymś dużo lepszym i niepowtarzalnym. Cel, chęć osiągnięcia go, zwiększone pragnienie życia i doznania lepszego wyglądu i sylwetki, którą będę dzielić z Aną, to to, co trzyma mnie jeszcze na powierzchni. 
Kiedy wszystko zaczęło się sypać, a rodzice dowiedzieli się o licznych samookaleczeniach (dla przyjemności, po prostu) musiałam wymyśleć coś nowego, abym (jako osoba autoagresywna) mogła jakoś zranić swoje ciało. I tak nagle narodził się pomysł walki ze zbyt grubymi udami, między którymi trudno dopatrzeć się upragnionej szpary. Ale łudzę się, że to już niedługo…
Niedawno wróciłam z obozu. Tam podjęłam pierwsze próby poradzenia sobie z wszechogarniającym tłuszczem, ale wrodzona łakomość podczas dwóch ostatnich dni i generalny brak wagi oraz dużego lustra sprawiły, że ciężko mi było kontrolować co i gdzie się odkłada. Po jako takiej głodówce wróciłam do domu ze starą wagą - 51.2 kg. 
Wczoraj wieczorem Ana zesłała na mnie cud. Choroba! 39.5 stopni gorączki, zupełny brak apetytu i doskonała wymówka niejedzenia przed rodzicami. Może w końcu przełamię złą passę stałej wagi 51.2 kg. Już dzisiaj było dużo lepiej (rano) - 50.6!!! Musi się udać. Nie ma innego wyjścia.
A ten blog ma być dodatkową motywacją, aby moja przyjaźń z Aną na długo pozostała w ukryciu i jak najlepszej formie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz