49.5!
Kiedy czytam te wszystkie blogi dziewczyn, których marzeniem (tak jak i moim) jest zostać motylkiem z wymarzoną sylwetką i figurą, głównie widzę pasmo porażek i wagi ze wskazówką nie chcącą drgnąć w dół. To jest zastanawiające, dlaczego u mnie idzie to tak szybko i obawiam się, że zaraz po cudownym wyzdrowieniu z choroby i nabraniu wody w ciało waga wyląduje normalnie. Teraz mam wciąż gorączkę, dodatkowo naturalne przeczyszczanie, więc generalnie jestem odwodniona i z tego może wynikać spadek wagi.
Mimo to mam nieśmiałą nadzieję, że może to mój brak jedzenia przyczynia się do tego, co powinnam nazwać sukcesem :)
Tak jak na dzisiejszym obrazku - zamierzam walczyć, być silną i dokonać tego, co na pierwszy rzut oka wydaje się być niemożliwe. Ja wierzę w siebie i w Anę. Uda nam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz