Cóż - wczoraj się nie popisałam. Nawet nie mam co się rozwodzić - tak, jak rano zobaczyłam na wadze 47.8 kg, tak dzisiaj już 48.1 :( Złapał mnie tak ogromny głód, że to nie był napad na żarcie, ale po prostu szansa na obronę przed omdleniem. No i bilans mi wyszedł 900 kcal, aż wstyd się przyznać...
Za to dzisiaj sobie to odbijam z nawiązką.
Śniadanie:
jogurt naturalny z muesli - 120 kcal
2 śniadanie:
nektarynka - 60 kcal (podobno mam nie liczyć, więc zapisuję, ale nie dołączam do sumy)
pełnoziarnista bułka z białym serem - 250 kcal
Obiad:
kotlecik - 100 kcal
kasza kuskus - 60 kcal
leczo (troszkę, bez mięsa) - 30 kcal
Deser: mini snickers: 40 kcal.
Mam nadzieję, że wymigam się od kolacji. Ale nawet gdyby nie, to nie stanowi to dla mnie problemu, bo podczas treningu i ponad godzinnej jogi spaliłam około 500 kcal! Więc generalnie z żarełka wychodzi 600 minus 500 = bilans idealny.
Mam nadzieję, że jutro to się odbije na wadze, bo szczerze mówiąc rano czułam się tak obleśnie, jak tylko można sobie wyobrazić. Nie polecam tego uczucia.
Będzie dobrze!
Za to dzisiaj sobie to odbijam z nawiązką.
Śniadanie:
jogurt naturalny z muesli - 120 kcal
2 śniadanie:
nektarynka - 60 kcal (podobno mam nie liczyć, więc zapisuję, ale nie dołączam do sumy)
pełnoziarnista bułka z białym serem - 250 kcal
Obiad:
kotlecik - 100 kcal
kasza kuskus - 60 kcal
leczo (troszkę, bez mięsa) - 30 kcal
Deser: mini snickers: 40 kcal.
Mam nadzieję, że wymigam się od kolacji. Ale nawet gdyby nie, to nie stanowi to dla mnie problemu, bo podczas treningu i ponad godzinnej jogi spaliłam około 500 kcal! Więc generalnie z żarełka wychodzi 600 minus 500 = bilans idealny.
Mam nadzieję, że jutro to się odbije na wadze, bo szczerze mówiąc rano czułam się tak obleśnie, jak tylko można sobie wyobrazić. Nie polecam tego uczucia.
Będzie dobrze!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz